Witam
Czy ktoś z Was orientuje się na ile firmy ubezpieczeniowe potrafią wycenić nasze auta? Ostatnio cudem uniknąłem poważnej kolizji i zacząłem się zastanawiać w przypadku szkody całkowitej ile bym dostał z ubezpieczenia.
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
ten DAS to kupa.
Albo mają niekompetentnych pracowników.
Dzwoniłem kiedyś do nich i w sumie nie wiedziała panienka od sprzedaży polis co z fantem zabytkowego auta zrobic.
Miała potem jeszcze się kogos radzic i oddzwonić ale olała najwyraźniej temat
Jak ja się orientowałem w sprawie auto-casco to sprawa wyglądała tak, że jest to ciężki temat ponieważ samochód u nas jest stosunkowo mało wart a cześci w przypadku stłuczki są b. drogie. Czyli jeśli przyjęli byśmy wysoką stawkę ubezpieczenia np: grubo powyżej 50 tys to po stłuczce ubezpieczyciel miał by kasę na nowe części, ale w tej sytuacji w przypadku kradzieży musiał by teoretycznie wypłacić tą b. dużą stawkę. a wtedy to tylko ubezpieczyć i niech kradną Generalnie jeśli chce się odzyskać więcej po stłuczce trzeba wziąść niezależnego rzeczoznawcę i boksować się z ubezpieczycielem. Na żółtych blachach jest wtedy łatwiej.(przypomniało mi się że w automobiliście był w zeszłym roku szczegółowy artykół o tym, nie pamiętam w którym nr.) a może ktoś ma auto-casco to niech się odezwie?! i opowie jak to załatwił.
DAS to uberpieczenie cywilno-prawne, a nie od szkody.
Ostatnio 2 gości się pobiło o pierwszeństwo przejazdu i jeden wylądował na mioich drzwiach… TAAKIE wgniecenie. Obaj namierzeni, dogadani i zapłacili ale był taki moment… Zadzwoniłem do DAS, a oni że tak że oczywiście że prosze zgłośić na pismie, wycenę uszkoczenie i juz lecą w moim imieniu do sądu. Naprawdę poczułem pełen profesjonalizm obsługi.
Facet (zawsze ten sam, przypisany do mnie) cierpliwie odpowiadał na pytana zadawane nawet po 4 razy.
Moje 6, po poczynieniu “drobnych” inwestycji przewyższa kilkukrotnie tą wartość - i teraz pytanie - czy ktoś może mi to udokumentować dla ubezpieczyciela tzn, załóżmy, że zbieram rachunki, mam rachunek na remont w wysokości X + uszczelki i pierdółki - w sumie ho, ho, ho (jak to mawia Święty Mikołaj).
Czy znajdzie się rzeczoznawca, który uzna mój wkład kapitału w auto tak aby przy ewentualnym czymś (tfu,tfu) mógł dochodzić swojego
to ja ci na to odpowiem bawiłem się kiedyś w fiata 125 ’ 73 rok, 2000 TC ABARTH auto kosztowało mnie 1.500 pln, a jego remont jakieś 12.000. gościu wjechał mi cofając w drzwi, pojechałem na oględziny, gościu popatrzył, pocmokał, że takie ładne, że takie cacy, porobił fotki itp, itd…, po miesiący przyszła wycena, że oni mi mogą zwrócić 400 pln (czyli wartość 1,5 litra lakieru) za naprawę dzwi, bo wartość tego auta dla nich to 800 pln
Moim skromnym zdaniem jedyną kartą przetargową z ubezpieczycielem jest zrobienie sobie wyceny przez rzeczoznawcę. Ten dokument jest jedynym rozsądnym w późniejszym sporze. Ubezpieczyciel ma za przeproszeniem w dupie nasze zdanie, nasze zamiłowanie do samochodu. Dla niego ważny jest wynik ekonomiczny inwestycji i nie będzie patrzył na to czy ta szucha to Alpina, czy też 628, a tylko na to, żeby jak najwięcej kasy zostawić w swojej kasie. Moja również skromna rada: po zakończonej inwestycji w renowację, po dopieszczeniu auta, pierwsze kroki należy skierować do rzeczoznawcy. Dziękuję za uwagę.
Umówiłem się po majowym weekendzie na wycenę auta przez rzeczoznawcę. Jeżdzę raz- dwa razy w tygodniu a już miałbym dwie kolizje nie z mojej winy :lup:
Po drugim zajściu - dwóch bezkarkowców w Porsche Cayenne wyjechało mi z podporządkowanej na wąski odcinek wału miedzeszyńskiego.. ABS, ci z przeciwka w heble jak ich wyminąłem - to normalnie serce mi waliło, ręce się trzęsły i czułem kropelki potu na całych nogach. :lup:
Dzisiaj dzwoniłem do D.A.S. i w poniedziałek idę na rozmowę, zapoznać się z umową itp.
Osobiście trzy lata temu miałem “przygodę” z PZU
Pan z TIR’a przysnął na sekundę przed skrzyżowaniem…no i nie miałem już bagażnika w mojej 7
Po dwóch dniach zjawił się “PAN RZECZOZNAWCA”, na dobry początek stwierdził że takiej siedem to jeszcze nie widział
Po uruchomieniu silnika zapytał czy to diesel :lup:
Co prawda tylni tłumik był mocno zgniecieny, ale żeby R6 z klekotem…
Potem przeszliśmy do kwestii wyposażenia
Kłócił się ze mną że auto nie może mieć ABS’u, bo jest z 1980r, a jego Astra z 96 i nie ma
Potem wpierał że to nie są przyciski od grzania foteli, poźniej coś jeszcze równie madrego.
Następnie zaczął badać testerem lakieru, z dumą wykrzyczał że auto było juz bite bo ma drugi lakier :lup:
Na koniec zapytał za ile go kupiłem :??:
Odpowiedziałem że za 8tys.
Po miesiącu dostałem 5 tys, w rubryce wartość pojazdu przed szkodą było wpisane dokładnie 8 tys, gość był kompletnie zielony, nawet nie sprawdził po ile tak naprawdę takie auta chodzą
Tamto auto to był zgnity szpachlowóz, żałowałem go może 2 dni, ale nie wyobraż sobie że moje obecne E23 jakiś pajac posądzał by o diesel’a pod maską