zimowe garażowanie

Pewnie częściowo będę się powtarzał ale nigdzie nie znalazłem tematu, który by mi odpowiedział na moje pytanie - wszędzie jakieś wycieczki w bok..

Zatem do rzeczy: wczoraj wstawiłem do garażu [ogrzewany] mojego rekina i do końca marca tam przezimuje. Z tego co widziałem w necie są różne szkoły “zimowania” fur i każdy mówi co innego zatem chcę spytać jak to u was jest.

1] czy w ciągu tych 4 miesięcy trzeba go co jakiś czas “przepalac”? Jedni mówią, że tak a inni że nie.
2] czy akumulator powinienem odłączyć i co jakiś czas podładowywać czy też mogę zostawić?

Rozumiem też, że zatankowanie pod korek i WD40 do wydechu też wskazane? Czy jest jeszcze coś o co zapomniałem spytać a co jest ważne w przypadku rekinów?

Garaż suchy i nieogrzewany jest najlepszym rozwiązaniem. Jesli wstawiasz auto na 4 miesiące, to przepalanie nie jest konieczne i w tym przypadku najlepiej odłączyć akumulator.

dokladnie jak mowi adas … z tym ze ja bez odpalenia bym nie wytrzymal :slightly_smiling_face:

ja tysz :sunglasses: , ale akumulator należy tak chociaż raz na 2 miesiące naładować :exclamation: na pewno to nie zaszkodzi. chyba, że masz masę urządzeń na czuwaniu w aucie (immobiliser, alarm, radio, zmieniarka itp), to wtedy po miesiącu może się okazać, że akumulator masz martwy :neutral_face:

brum, brum, brum… :laughing: :laughing: :laughing:

U mnie samochód stoi jakieś 6 miesięcy w garażu w ciągu roku, przepalam go ze 3 razy ale aku trzymam w domu i raz na miesiąc podłączam pod prostownik żeby nie padł…

Prawdziwy fan to i wyjedzie czasem z garage, wystarczy wcześniej polizać kałużę, jak nie za słona to mała rundka i z powrotem do worka :v:

Mój pomysł:

Umyć auto, łącznie z podwoziem zakolami - usunąć błoto - gnije potem. Dobrze pojeździć - wyleci woda z drzwi i profili.

Wstawiam, odłączam aku.

Raz na jakiś czas przepalam (co ok 6tyg) zagrzeje do normalnej temp, rusze przód-tył pobujam, przegazuję… i z powrotem odłączam aku.

Dobrze jest aby było ok 6st - tak czytałem że to optymalna temp. Przyjazny też jest przewiew - też tak słyszałem - nie wiem ile w tym prawdy.

Co do przejażdżek w zime… jak ktoś ma garaż przy suchym asfalcie - to sądzę że nie zaszkodzi.

Mój post to zasłyszane z różnych źródeł szczątki info i własne przemyślenia na logikę, szukałem po forach ale nie znalazłem konkretów od jakiegoś profesora automobilistyki :slightly_smiling_face:

Jest taka książka Adama Słodowego, traktuje ogólnie o eksploatacji samochodu jest wydana na początku lat 70-tych, tytuł wypadł mi z głowy :neutral_face:
Tam też jest opisana procedura zimowania, oraz przygotowania do dłuzszego kilku letniego postoju :exclamation:
Ja bym nie wytrzymał bez rekinka tyle czasu, jeżdzę na stację diagnostyczną co 3-4 dni jak sypią sól, autko jest podnoszone i płykane myjką wysoko ciśnieniową od spodu, kosztuje mnie to 10zł, a napewno oszczędzi stresów na wiosnę, prócz tego wlałem w autko jakieś 20 litrów oleju latem, wylało się z 10, ale drugie 10 zostało :grin:

Zawsze też można powiększyć kanał w garażu, opuścić tam samochód i zalać formaliną na zimę :grin:

:grinning: formalina albo WD-40 :grin:

Powiem Ci, ze ja z zimowaniem piatki wcale nie jestem daleko od tej idei

Najpierw zrobilem pelna konserwacje progow i wszelkich profili zamknietych. Pozniej na torze wyscigowym w Poznaniu wybuchl mi filtr oleju i przy okolo 150km/h 6 litrow oleju wystrzelilo w podloge samochodu zalewajac kazdy najmniejszy fragment i kazda luke szczelnie olejem. Pozniej walka z kolejnymi turbinami zakonczyla sie zachlapaniem calej komory silnika olejem, na koniec po awarii uszczelnien kilka litrow oleju wlalo sie do wydechu.

Efekt koncowym jest taki ze auto od dwoch miesiecy zimuje w garazu, olej i smar wisi z kazdej szczeliny, tluste jest w komorze silnika i od spodu po prostu wszystko, a jak podnosi sie podnosnikiem przod auta to z tylnego tlumika kapie olej.

Czyz nie piekny sposob na zimowanie bez korozji :slightly_smiling_face: , no moze troche smierdzi ale jak zdrowo :slightly_smiling_face:

6cha stoi ublocona , do niedawna jeszcze okazyjnie musiala jezdzic i dopiero musze przygotowac jej godny nocleg.

To co pisze Miłosz, jest naprawdę rozsądne. Stare angielskie manuale Haynesa jako główną “codzienną” metodę zabezpieczenia przed rdzą, a rdza u nich jest dużym problemem, szczególnie w nadmorskich miejscowościach gdzie mgły zasolone są bardzo, wskazują okresowe spryskiwanie podwozia zużytym olejem silnikowym. Raz na 2 miesiące bodajże. Dokładne mycie i spryskanie olejem. Na zdrowy rozum to faktycznie powinno ograniczyć dostęp utleniaczy do metalu :slightly_smiling_face:

U nas nasi fachowcy dawno odkryli super sposób: starta guma (np z opon) wymieszana ze zużytym olejem :slightly_smiling_face: Podobno super - ja nie wiem.

Hehehe no to korozja rzeczywiście niema teraz szans :laughing: Ale trochę mi szkoda całego silnika którego czyściłem pędzelkiem i benzyną ekstrakcyjną przez dłuuugi czas… A jeżeli chodzi o profile zamknięte to jak dotrzeć do środka progów ? Chyba w kabinie są w nich jakieś zaślepki, przynajmniej tak mi się wydaje ale nie chcę się rozaczrować po wyjęciu całej wykładziny że jednak się myliłem :angry:

Tą metodę stosuje się chyba najczęściej w E30 :slightly_smiling_face: W 325 które obecnie mam tylne nadkola były dość regularnie “zabezpieczane” tym sposobem… Odkleiłem z nich normalnie wzór nadkoli wykonany tą metodą grubości 1cm :astonished:

Sa otwory technologiczne, bardzo dobrze widoczne, i można tam nalać hektolitry oleju, ja tak zrobiłem w 7, a 5 mam teraz rozebrane do zera za domem i widzę te otwory.

Otwory zaslepione kapslami sa i od wewnatrz i od dolu po kilka do poszczegolnych czesci progu.

Można tam nalać hekltolitry oleju który następnie wypłynie przez dziurki w progu :slightly_smiling_face: Czyli takie średnie rozwiązanie… Miłosz a co ty byś polecił do zabezpieczenia progów od środka ? I jak to zrobić bo nie łatwo będzie pewnie przez te dziurki…

Dwa lata temu wpuszczalem taki zielony srodek do konserwacji, taki jakby smar w sprayu , wpuszczalo sie rurke i wtryskiwalo, wychodzilo to strasznie drogo i wydalo mi sie kompletnie nieskuteczne. Preparat jest cholernie lepki i wytrzymaly ale zeby zaszedl ladnie caly prog w srodku potrzebowalbym chyba z 20 opakowan, a gdzie podluznice i inne miejsca… W tym roku rozmiksowalem 20kg smaru lozyskowego z przepalonym olejem silnikowym aby powstala zawiesina dajaca sie wstrzyknac przez rurke paliwowa, progi zapelnily sie, olej ze smarem sie pozanosil i wydaje mi sie ze jest niezle. Jesli wlalbys samego gestego oleju przekladniowego, cos w stylu 90W-140 przy ujemnej temperaturze i poprzechylasz samochod na wszystkie strony zaraz po tym zabiegu to olej tez raczej zaniesie sie ladnie na wszystkie powierzchnie zanim spora jego czesc wyplynie przez otwory. To w koncu nie chodzi chyba o to zeby wozic tam tony smaru, tylko zeby profile zamkniete byly caly czas tluste.

Moze i ekonomiczne, ale latem przy goracym dniu nad takim samochodem unosic sie bedzie smierdzaca chmurka, tu i ówdzie padnie klejaca, smierdzaca kropelka

:neutral_face: niby jak, hmm moze jak w czeskim cyrku motorowym :question: Wjechac w beczke śmierci taka szesc to by było cos :exclamation:
Profesjonalne preparaty, zestawy antykorozyjne wcale nie sa takie drogie, za zestaw swietnej firmy Dinitrol trzeba zaplacic 350 pln. Pozdrawiam.