Potrzebuje rady doświadczonych posiadaczy rekinów.
Po weekendowym, zewnętrznym myciu mam problem z silnikiem. Na początku myślałem, że to kwestia wilgoci i zamoczenia elektryki. Ale mimo suszenia i przejechania “paru kilometrów” nadal jest tak samo.
Silnik chodzi jakby nie palił na wszystkich cylindrach, chodzi nierównomiernie, często gaśnie po puszczeniu gazu. Obroty silnika spadają do 700-800 i silnik się dusi. Przy ruszaniu potrafi go maksymalnie przytkać tak, że zaczyna czkać i potwornie szarpać.
Dzwoniłem już do warsztatu w Piasecznie - mają teraz problemy z mechanikami i mogą dopiero za tydzień wziąć mój wóz. Próbowałem też dodzwonić się do Marcina (na forum znalazłem jego numer i pozytywne opinie), ale jego telefon nie odpowiada.
Nie wiem co mam robić, a żal patrzeć jak rekin się męczy. Jeśli możecie coś doradzić lub polecić kogoś kto mógłby awaryjnie na niego spojrzeć, będę bardzo wdzięczny.
Po trzech dniach od umycia, po wielkich cierpieniach rekin w końcu zdechł i jutro będzie holowany do mcars. Jak wam łooju będzie chciał auto umyć to proponuje grzecznie podziękować Miejmy nadzieje że rekin szybko będzie znów pływać!
W motronicu jedyny aparat to fotograficzny w bagarzniku
A poważnie; sprawdź czy we wgłębieniach świec zapłonowych nie stoi woda i proponuje osuszyć rozdzielacz zapłonu (tak zwany kopułką).
No właśnie kopułka jest tu głównym podejrzanym już od początku. Świece były suche. Trzy dni i 200km to raczej sporo żeby “się wysuszył” a tymczasem było z nim coraz gorzej. Tak czy owak był umówiony na dziś wieczór do mcars tyle że zdechł na skrzyżowaniu w godzinach wieczornego szczytu więc jutro laweta i do fachowca.