z jednej z moich ostatnich wycieczek przywiozłem między innymi takie coś
:
a na tej wycieczce po raz kolejny “6” udowodniła mi, że to nie ona jest dla mnie, tylko ja dla niej
.
a oto historia w skrócie:
sobota 01.10.2005 r. - wyjazd do tarnowa. podróż przebiega szybko
gaz, gaz, orlen, gaz, gaz, orlen itd.
, dojechałem, zapakowałem w/w pokazaną zdobycz do bagażnika, jedziemy na zlot (ja i “6”). przyjechaliśmy
. tłum rzucił się do oglądania szuchy - palenie gumy okazało się mało atrakcyjne
. kilka opon pękło, jadziemy na camping…
zaparkowałom, a “6” włączyło alarm
pewnie za dużo wrażeń - pomyślałem
, więc trochę pogadałem, poudzielałem się technicznie i myślę czas do domu nakarmić psa
. odpalam, a tu DUPA,
, “6” powiedziało - zostajemy
szybkie szukanie noclegu, flaszki, żeby godnie wypaść itp… pomyślałem, “6” w nocy zmarznie, przemyśli sprawę, odechce się jej fochów
. później była BANIA, BANIA, BANIA i BANIA, szybki nocleg i ranek
no teraz se pogadamy - pomyślałem. oczywiście odpaliła, z lekkim fochem, ale się postarała… spadam do chaty, bo się kobieta rozmyśli
. jadę, jadę w kielcach DUP
. acha dała mi do zrozumienia, że śniadanko trza by zjeść (zdechła pod McDonalds). no dobra, zjadłem, jekko przetrzeźwiałem i w drogę…
dojecała tym razem do PTAKA i buuuuuuuuuuuuuuu… znowu zdechło… ale rozwiązałem sprawę pokojowo
- powiedziałem, że nie idziemy na zakupy, bu już jej kupiłem fotele i wydałem całą pencję, więc niech się nie wygłupia
- pomogło
odpaliła… ale i tak ostatnie zdanie należało do niej
. ostatecznie i bezapelacyjnie zdechła 50 m od tablicy pabianice
więc tutaj dałem za wygraną
zamówiłem TAXI z usługą holowania i wróciliśmy do domu na sznurku
…